Walka o mięso, czyli pół roku do wesela
Przygotowania do ślubu jako zajęcie wszechogarniające - mogłabym na ten temat napisać całą ksiażkę. Lepsza będzie jednak krótka charakterystyka stanu aktualnego. Sala zaklepana na samym początku, data i godzina w kościele także. Nauki przedmałżeńskie za nami, fotograf, DJ, zaproszenia są (ale to tematy długie i szerokie). Teraz jest walka o mięso. Za nami degustacja potraw weselnych w naszej wybranej restauracji. Co do standardu obsługi i potraw jestem akurat spokojna - sprawdzone wielokrotnie, na naprawdę dobrym poziomie, a po skosztowaniu nie mam już żadnych obiekcji. Ja nie mam, ale są osoby, które mają i postanowiły wprowadzić zmiany. Zmiany, na które rzekomo mam się zdecydować. Zmiany, na które osoba uparta jak osioł, czyli ja, ma się zdecydować. Czy każda Panna Młoda jest uparta jak osioł? Mam mgliste przeczucia, że tak. Wspomniane obiekcje dotyczą ilości posiłków i rodzajów podawanych mięs. Do faszorawengo szpinakiem i gorgonzolą indyka oraz rolady wołowej mamy de...


Komentarze
Prześlij komentarz