Armagedon, chaos, demolka - można wybrać sobie dowolny synonim remontu. Jeśli do tego dołożymy epitet "generalny", wówczas wszystko wywraca się do góry nogami. Gdybym tak była w stanie objąć swoim małym rozumkiem skalę tego remontu, byłabym na pewno przerażona. Ale nie jestem. Moja łazienka wygląda obecnie tak: Wcześniejsze tony skutych wylewek mnie nie niepokoiły. Dopiero pozbycie się ściany i wszystkich wnętrzności z jednej z łazienek wprowadziło lekki niepokój. Przede mną jeszcze jedna ściana (i to większa, szersza, wyższa...) i setki innych kwesti... Zacznijmy jednak od początku, czyli wejścia do takiego domu. Pierwszym krokiem jest zniszczenie tego, co się da, aby następnie zacząć budować na nowo. Można powiedzieć, że jest to takie doprowadzenie budynku do stanu surowego. Czy to logiczne, żeby kupić dom, aby wszystko w nim zniszczyć i zostawić tylko fundamenty, niektóre ściany, stropy i dach (dach też do wymiany, kiedyś...)? No cóż, wychodzi na to, że wb...
Komentarze
Prześlij komentarz