Posty

Dom bliżej lasu

Tak, to już! Dom bliżej lasu jest mój. Oczywiście nie tak bardzo dosłownie, bo o kwestii kredytu pisałam już ostatnim razem. Jestem jednak optymistką, kredyt kiedyś spłacę, maks. za 30 lat. Nie zmienia to skali mojej radości. Typowo po polsku, nie tak jak elastyczni Niemcy czy mobilni Amerykanie, chciałam mieć swój kawałek ziemi - gleby, a wniej pędraków, mrówek i upierdliwych, zjadających moje roślinki ślimaków. My w PL nie jesteśmy przyzywczajeni, aby zbyt często zmieniać miejsce zamieszkania, sam rynek mieszkaniowy nie pozwala nam też za bardzo na wynajem (o tym pisałam już tutaj, podczas mojego epizodu z najmem:  "Cztery kąty a tyle wyzwań" ), dość mocno przywiązujemy się do idei posiadania własnych czterech kątów. Nie jestem w tym wypadku wyjątkiem. Okres oczekiwania na klucze do mojego "domu bliżej lasu" niemiłosiernie się dłużył. Po tajniacku sobie koło niego przejeżdżałam, ciesząc się, że była właścicielka ma słaby wzrok i nie widzi, że tam bywam. ...

Co myśli Żona w pierwszą rocznicę ślubu?

Jestem rok po ślubie. Tak, minął już rok. 3 lata odkąd poznałam Miłość Swojego Życia, dwa lata odkąd jesteśmy zaręczeni i rok od naszego ślubu. Emocje związane z tym wydarzeniem już opadły. Wprawdzie nadal uwielbiam oglądać film z naszego wesela, ale już nie tak często.   Co mogę powiedzieć po roku? Na pewno decyzja o ślubie z moim A. była najlepszą decyzją w życiu. Nie raz, nie dwa, analizowałam z niedowierzaniem zbiegi okoliczności, które zaprowadziły nas przed ołtarz. Moment przysięgi małżeńskiej otworzył nowy rozdział w moim życiu, jednocześnie sprawiając, że nie żałuję już niczego, co było przedtem. Jak mogłabym żałować, skoro wszystko, co się wydarzyło - zarówno sukcesy, jak i porażki, dobre decyzje i te zupełnie nietrafione - doprowadziło mnie do chwili, kiedy ślubowałam "miłość, wierność i uczciwość małżeńską".  Czy mogę po tym roku dawać jakieś rady? Zdecydowanie nie. Każdy z nas ma swoją drogę, poglądy i wartości, którymi się kieruje. Ja mogę jedynie ...

Jak załatwić kredyt?

Kilka spostrzeżeń na temat procesu pozyskiwania kredytu na zakup nieruchomości, całkowicie subiektywnie, na podstawie własnych doświadczeń. Jestem pewna, że w wielu przypadkach idzie to szybciej i łatwiej, ale u mnie było na pewno niezwykle ciekawie: 1) Idziesz do pierwszego lepszego banku - nikt nie ma czasu, obiecują oddzwonić. Nie oddzwaniają. 2) Robisz research internetowy. Pół nocy zarwane. W końcu wybierasz 3 lub 4 banki z listy tych, które są najkorzystniejsze według najnowszego rankingu. 3) Telefonicznie umawiasz się na spotkania. 4) Podczas spotkania dowiadujesz się, jakie ilości dokumentów należy przygotować i dlaczego istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie otrzymasz kredytu. 5) W pracy wysyłasz do HR-ów zapotrzebowanie na zaświadczenie o zarobkach, najlepiej do dwóch banków. Na następny dzień przypominasz sobie, że miał być jeszcze trzeci bank, wysyłasz prośbę o kolejne zaświadczenie. Przy czwartym banku trafiasz na czarną listę pań z HR-ów. 6) Pobierasz wykaz ...

Bajka o naszym pokoleniu

W ostatnim czasie przeprowadzałam się dwukrotnie, planuję również trzecią przeprowadzkę. Mój mąż 13 razy zmieniał miejsce zamieszkania. W rezultacie, mam w salonie regał BILLY i wychwalam sklep IKEA za przystępne ceny oraz funkcjonalne rozwiązania. Jeśli nawet nie jestem z "pokolenia IKEA", to i tak stosunkowo często "turlam klopsa" w ikeowskiej restauracyjce. Dawno temu przeczytałam książkę "Pokolenie IKEA". Była całkiem wciągająca ze wzgledu na świeże spojrzenie, ironię, dużą dawkę sarkazmu. Potraktowałam ją z dystansem, czytało się lekko. Sama fabuła nie zapadła mi jednak w pamięć. W pakiecie z pierwszą częścią była też druga. Taka promocja wyświetliła się na moim facebooku, więc skusiłam się. Często daję się nabrać na promocje jeśli chodzi o książki. Drugą książkę pożyczyłam na pewien czas przyjacielowi, długo jej u mnie nie było i teraz w końcu jest. Przeczytana. Książka "Pokolenie IKEA: kobiety" nie ma już w sobie t...

Mistrzynie (?) kryminału obyczajowego

Obraz
Kryminał, szczególnie ten pochodzenia skandynawskiego, to niezwykle nośny temat. Mamy na rynku sporo naprawdę dobrze napisanych i ciekawych pozycji. Dzięki owym poczytnym książkom zapanowała moda, tudzież masowe tłumaczenia na język polski, skandynawskich kryminałów. Tak też pojawiła się seria "Mistrzynie kryminału obyczajowego", z której miałam okazję przeczytać tom pierwszy - "Niewidzialny" autorstwa Mari Jungstedt. Książka średnia - tak bym ją określiła. Jeśli macie w kolejce kilka innych propozycji, to za nią się nie zabierajcie, bo szkoda czasu. Fabuła oscyluje wokół seryjnego mordercy oraz perypetii życiowych ofiar, śledczych oraz dziennikarzy. Krótko i powierzchownie "nadgryzione" są skomplikowane wątki psychologiczne, razem z profilem psychologicznym mordercy. Opowieść rozpoczyna się śmiercią młodej kobiety, która szybko okazuje się pierwszą z całej serii. Poznajemy śledczego Knutasa i urywki jego życia małżeńskiego. Głowimy się nad nieudo...

Nauki przedmałżeńskie, czyli jedna z największych niespodzianek przed ślubem

Nauki przedmałżeńskie to temat niepopularny wśród dzisiejszych narzeczonych. Taki temat, który trzeba szybko i w miarę bezboleśnie załatwić, aby otrzymać niezbędny papierek. Również kwestia do żartów, a czasami nawet i drwin. Przyszli małżonkowie muszą odsiedzieć swoje, zapłacić swoje, aby mogli wziąć ślub kościelny.  Z takimi opiniami spotykałam się na długo przed swoim ślubem. Nie spodziewałam się więc niczego pouczającego po naukach przedmałżeńskich. Jakże się myliłam i w jak wielkim błędzie byłam, to wiem tylko ja i ewentualnie mój małżonek. Nauki przedmałżeńskie były dla mnie jedną z największych niespodzianek podczas przygotowań do ślubu. Do dziś jestem nimi zachwycona, wspominam bardzo pozytywnie, a ponadto - często korzystam z uzyskanych tam wskazówek, mimo że minął ponad rok, odkąd ich wysłuchałam. A teraz od początku. Ślub kościelny był dla mnie i mojego partnera wyborem zupełnie naturalnym ze względu na nasze przekonania. W związku z czym konieczne były nauki pr...

Smutna komedia, czyli "Porady na zdrady"

Dzisiaj zamierzałam pisać o czymś zgoła innym, ale poczucie obywatelskiego obowiązku zmusza mnie, aby zamieścić kilka słów na temat filmu "Porady na zdrady" w reżyserii Ryszarda Zatorskiego. Oczywiście w ramach ostrzeżenia, abyście nie marnowali swojego czasu. Satyra na komedię romantyczną sponsorowana przez producenta samochodów Opel z domieszką Berlinek - tak można podsumować ów film. Jeżeli podejdziemy do oglądania z przekonaniem, iż jest to właśnie satyra, wówczas możemy świadomie zmarnować czas. Wątpię jednak, aby takie było zamierzenie twórców. Polskie komedie romantyczne to temat rzeka dla krytyków. Ja do nich zwykle nie należę, niektóre tego typu utwory, na przykład "Listy do M", "Planeta singli" czy "Zróbmy sobie wnuka" bardzo lubię. Nawet "Lejdis" obejrzałam z pewnym zaciekawieniem. Przecież z definicji komedia taka ma być lekka, przyjemna, ładna i śmieszna. Niektóre filmy ogląda się z dużym niesmakiem i tak właśn...